|
Opis z portalu
motocyklowego
www.motocykle24.pl
Od kiedy szkockim naukowcom udało
się sklonować owieczkę Dolly, świat co chwila obiegają wieści o kolejnych
kontrowersyjnych eksperymentach. A tymczasem na drugim końcu świata
inżynieria (już niekoniecznie genetyczna) z sukcesem sklonowała
legendę? o nazwie Harley-Davidson
Od połowy lat 70., kiedy to zaczęła
się ekspansja japońskiej "wielkiej czwórki", rynek północnoamerykański
uznano za jeden ze strategicznych jej celów. Już kilka lat później
pojawiły się pierwsze motocykle utrzymane w "stylu" amerykańskim. Było to
jednak karykaturalne podobieństwo i pomimo technicznej perfekcji tego
rodzaju motocykle krytykowano za "brak amerykańskiego ducha". Kolejne
generacje japońskich chopperów i cruiserów coraz bardziej upodabniały się
do amerykańskiego ideału piękna. Lecz wtedy lokalna konkurencja wytoczyła,
z pozoru absurdalny, kontrargument: te motocykle są zanadto doskonałe.
Rzeczywiście, w trosce o przyszłego użytkownika były to zaawansowane
technicznie konstrukcje, gdzie nie do pomyślenia były jakieś wibracje,
wycieki oleju czy też słabe hamulce.
Harley
sklonowany Yamaha wprowadzając do produkcji
Wild Stara bez pardonu najechała na ostatni rezerwat Krzyczącego Orła. Z
premedytacją zrezygnowano ze standardowych już wałków rozrządu w głowicy,
krótkiego skoku tłoka i związanej z tym szybkobieżności, na rzecz
zdawałoby się odstawionych do lamusa długich lasek popychaczy zaworowych.
Dwa wielkie jak World Trade Center cylindry rozchylone są pod kątem 48°.
Jeśli już, to dlaczego nie 45°? Chyba tak na wszelki wypadek. Od kiedy
Harley ogłosił zamiar opatentowania odgłosu wydawanego przez swój silnik
(dodajmy, że o cylindrach rozchylonych pod kątem 45°) nikt nie czuje się
pewnie. Adwokaci w Stanach są sakramencko pazerni. A gdyby tak
administracja federalna ogłosiła cła zaporowe (tak jak przed szesnastoma
laty na motocykle powyżej 700 ccm) na twiny V45°? Zgodnie z ulubioną
maksymą jankesów "nic tak dobrze nie zastąpi sześciennych cali jak jeszcze
więcej sześciennych cali", silnik XV 1600 ma rekordową (jak do tej pory)
pojemność skokową - 1602 ccm. Ale myliłby się ten, który by w Wild Starze
widział setkę dzikich koni mechanicznych. W cruiserze chodzi bardziej o
moment obrotowy, niż o moc maksymalną. A ten o wartości 134 Nm godny jest
lokomotywy. I to już przy 2250 obr/min. Silnik jak na dzisiejsze standardy
jest wybitnie długoskokowy. Przy średnicy 95 mm tłok ma skok 113 mm. Nic
zatem dziwnego, że moc 63 KM osiąga już przy 4000 obr/min. Moc jednostkowa
40 KM/l stawia silnik Wild Stara na poziomie poczciwego Junaka, ale co to
są za konie!
Nowe niczym
stare Warto dłużej zatrzymać się przy silniku
XV 1600, bo jest to na dzisiejsze czasy jednostka wielce oryginalna.
Wielki jak młyńskie koło wał korbowy i potężne cylindry zmusiły do
oszczędnego gospodarowania wysokością silnika. Dlatego zastosowano układ
smarowania z suchą miską olejową. Także rozrząd OHV pozwolił zredukować
wysokość silnika. Ale czterozaworowe głowice i dwie świece zapłonowe na
cylinder znamionują nowoczesność. Popychacze wyposażone są w hydrauliczną
regulację luzów zaworowych, a jak za dawnych lat dekompresator unosi lekko
popychacze zaworów wydechowych, aby umożliwić rozruch. Tylko że teraz
samoczynnie uruchamia go elektromagnes. Za zasilanie odpowiada pojedynczy
gaźnik (o stałym podciśnieniu) o 40-to mm gardzieli i z pompką
wzbogacającą. O ile konstruując silnik rygorystycznie ograniczano jego
wysokość, to już przy długości inżynierowie Yamahy mogli sobie pofolgować.
Napęd z silnika na sprzęgło przenoszony jest kołami zębatymi, ale po
przejściu przez pięciostopniową skrzynię biegów napotyka on dodatkową
przekładnię zwalniającą z pracującym w oleju łańcuchem zębatym . Dopiero
na jej końcu znajduje się koło pasowe. Pasowe, gdyż nie użyto tu wału
napędowego jak w Drag Starach, lecz zębaty pas nylonowo-kevlarowy znany -
skąd? - no właśnie z Harleya. Solidna podwójna rama zakończona jest
typowym dla crui-serów Yamahy przestrzennym wahaczem. Znakomicie imituje
on sztywne zawieszenie klasycznych motocykli. Oba koła wyposażono w 16-to
calowe opony, przy czym jak na tak duży motocykl, tylna opona (150/80-16)
jest stosunkowo wąska. Przy masie 307 kg w stanie suchym niezbędne są
wydajne hamulce. To dlatego tylna tarcza ma 320 mm średnicy, a dwie
przednie po 298 mm. Oceniając XV 1600 nie sposób pominąć jakości
wykończenia i doboru materiałów. Zwłaszcza jeśli pamiętać o jego cenie -
44 000 zł (rok 1999). Wszystkie eksponowane elementy wykonano z
metalu. Doszukać się plastiku jest tu trudno. Co tylko się dało pokryto
chromem; siodło i rączki kierownicy - skórą. Jakość powłok lakierniczych
stoi na najwyższym poziomie, a zastosowany układ szparunków, czyli
ozdobnych wąskich białych paseczków jest identyczny jak w
BMW.
Potulny
olbrzym Pora zasiąść za kierownicą
megacruisera. Jego wielkość wyczuwa się wzdłuż (dwa i pół metra długości,
1685 mm pomiędzy osiami) wszerz - rozłożystą na 1100 mm kierownicą. Tylko
pod względem wysokości Wild Star wykazuje umiarkowanie. Siodło znajduje
się niecałe 690 mm nad ziemią. Dzięki nisko położonemu środkowi ciężkości
nie czuje się tak mocno, jak można by tego się spodziewać, wspomnianych
trzech kwintali (z hakiem) masy. Pozycja za kierownicą jest klasycznie
cruiserowa. Siodło jest imponująco duże i wygodne. Jak zwykle mniej
miejsca przeznaczono dla pasażera, tym nie mniej jego siodełko względem
konkurencyjnych motocykli prezentuje się zupełnie dobrze. Szerokie podesty
na nogi dopełniają pełni szczęścia kierowcy Wild Stara. Ma on przed sobą
chromowaną konsolę z wielkim jak budzik szybkościomierzem. Mimo
klasycznego wystroju jest to urządzenie całkowicie elektroniczne. Na
ciekłokrystalicznym wyświetlaczu podawane są informacje dotyczące
aktualnego czasu, dobowego licznika kilometrów i ogólnego przebiegu.
Dzięki użyciu elektroniki szybkościomierz jest bardzo płaski i nie musi
ograniczać pojemności zbiornika paliwa. Dlatego może on pomieścić aż 20 l
benzyny, tym bardziej, że filtr powietrza znalazł miejsce pomiędzy
cylindrami. Na samym początku konsoli szybkościomierza mieści się
stacyjka. Służy ona jednocześnie do blokowania kierownicy na postoju i,
wzorem innych Drag Starów, do otwierania miniaturowego schowka pod
siodłem. Jest to zarazem sposób, by dostać się do? wlewu oleju. Tak, tak,
gdyż właśnie nad skrzynią biegów znajduje się zbiornik oleju. Oprócz
blokady w stacyjce, Wild Stara można zabezpieczyć na amerykańską modłę
kłódką zapiętą na wspawane pod główką ramy "uszy". Chłodzony wyłącznie
powietrzem silnik szybko nabiera temperatury. Pracuje w charakterystycznym
harleyowskim rytmie: patataj, patataj. Zgodnie z tym rytmem drży też cały
motocykl. Pulsujący tętent olbrzymich cylindrów sprawia, że Wild Star
zdaje się być żywą istotą, a nie tylko bezduszną maszyną ze stali i
aluminium. Przy czym trzeba zastrzec, że nie są to drgania dokuczliwe i
nie ma tu mowy o wibracji. Tym nie mniej najodleglejsze od silnika
elementy: tylny błotnik i tłumiki drżą na wolnych obrotach z amplitudą
dochodzącą do 3-4 cm. A propos tłumików: podejrzewam, że będą pierwszym (i
jedynym) elementem wymienianym przez właścicieli Wild Starów. Odbierają
bowiem kierowcy przyjemność płynącą ze słuchania basowej muzyki granej w
najniższych rejestrach, do tworzenia której olbrzymi V-twin jest wręcz
predestynowany. Przy takich wielkościach momentu obrotowego jak w Wild
Starze zaprojektowanie delikatnie pracującej skrzyni biegów jest nie lada
problemem. O dziwo, Yamaha wyszła z tego obronną ręką i zmiana biegów w
Wild Starze jest podobnie łatwa jak w Drag Starze 650. Biegi wskakują
miękko i precyzyjnie nie przysparzając kierowcy najmniejszego kłopotu.
Potężny moment obrotowy wręcz katapultuje Wild Stara z miejsca tak, że
zapomina się o jego trzech kwintalach. Wraz z dodaniem gazu drgania
wyraźnie słabną, jedyne co czuć, to leciutkie drżenie. Jest ono na tyle
słabe, że w niczym nie przeszkadza kierowcy, nawet nie jest w stanie
zmącić obrazu we wstecznych lusterkach. Dobrze świadczy to o
wyrównoważeniu silnika, a zarazem wzbudza podziw nad kunsztem
konstruktorów. Zaprojektowanie silnika tak, by na wolnych obrotach
trzepotał się niczym prawdziwy Harley, a po dodaniu gazu jego praca się
wygładzała, przypomina godzenie ognia z wodą. W XV 1600 to się udało.
Silnik jest na tyle elastyczny, że mechanizmowi zmiany biegów nie grozi
przeciążenie. Piąty bieg ma długie przełożenie i przy jeździe z prędkością
100 km/h wał korbowy kręci się ledwie 2000 razy na minutę.
|








|
Z dobrotliwym charakterem silnika dobrze współgra
podwozie kolosa. Mimo dużej masy (dopuszczalnie 528 kg!) niskie położenie
środka ciężkości sprawia, że Wild Star zachowuje się na drodze jak potulna
owieczka. Motocykl zachowuje się neutralnie w całym zakresie prędkości nie
wykazując tendencji do walenia się w zakrętach, ani do wężykowania przy
dużych prędkościach. Jedyne, co może ograniczać prędkość przy pokonywaniu
łuków, to nisko położone podesty zaczynające trzeć o asfalt. Zawieszenie
sprawnie wybiera nierówności. Jest to zasługą nie tylko nadspodziewanie
długiego skoku zawieszeń (140 mm z przodu i 110 mm z tyłu), lecz także
wspominanej wcześniej dużej masy Wild Stara. Dzięki temu podróżuje się nim
w naprawdę komfortowych warunkach nawet po drogach, które są typowe dla
krainy między Odrą i Bugiem. Gorzej spisywały się
hamulce XV 1600. O ile tylny z wielgachną tarczą i czterotłoczkowym
zaciskiem spisywał się bez zarzutu, to po dwóch przednich tarczach
spodziewałem się więcej. Przedni hamulec wymaga dużego nacisku na
dźwignię, a dochodzące z zacisków jęki i piski każą wątpić w prawidłowy
dobór materiału na klocki hamulcowe. Tym bardziej, że ten sam zestaw
hamulcowy spisuje się w innych cruiserach bez zarzutu. Być może
wytłumaczeniem tej przypadłości będzie prototypowy charakter testowanego
egzemplarza. Jego rama nosiła bowiem numer? 000003. Podejrzewam, że w
seryjnych motocyklach to zjawisko już nie będzie występowało. Skoro już
tak się czepiam, to nie mogę nie wspomnieć, że w motocyklu tej klasy (i
ceny) nie wypada prowadzić przewodów z przełączników przypiętych do
kierownicy samozaciskowymi opaskami po 2 grosze za sztukę. Nawet w dużo
tańszych cruiserach wiązki przewodów puszcza się wewnątrz rury kierownicy?
Ale to już jest drobny szczegół, który przy ogromie Yamahy XV 1600 ginie
prawie niezauważalny. Ekskluzywność Wild Stara jest niepodważalna,
wystarczy tylko pamiętać, że należy zapłacić za niego prawie 44 000 zł
(rok 1999). A trzeba pamiętać, że jest to dopiero początek. Na właściciela
czeka już pokaźnej objętości katalog dodatkowych akcesoriów, od przedniej
szyby po sakwy, nie wspominając już o chromowanych
drobiazgach? |